13 kwietnia 2011

OSNews.pl: Prawo do internetu prawem człowieka?

Tim Berners Lee w czasie przemówienia na temat „Obliczanie i transformacja praktycznie wszystkiego”, w ramach sympozjum organizowanego przez Massachusetts Institute of Technology, powiedział, że ludzie tak mocno są zależni od dostępu do sieci, że należy je uznać za prawo podstawowe.

Porównał on ze sobą dostęp do internetu z dostępem do wody dodając, że oczywiście bez wody człowiek nie jest w stanie przeżyć, niemniej brak dostępu do sieci skazuje na technologiczne pozostanie w tyle.

Prawo do sieci jest teraz prawem człowieka

podkreślił.

Berners-Lee otwarcie wypowiadał się na temat neutralności sieci i w czasie spotkania na uczelni przestrzegł przed perspektywą posiadania przez dostawców internetowych większej kontroli nad tym, w jaki sposób użytkownicy korzystają z internetu. Odniósł się on również do smartfonów, uznając, że lepiej jest jego zdaniem rozwijać aplikacje internetowe, które działają na telefonach komórkowych niż tworzyć aplikacje które uniemożliwiają działanie otwartej sieci.

Samą sieć internetową prelegent porównywał do mózgu i przyznał, że urosła ona już do takich rozmiarów, że liczba stron internetowych rywalizuje z liczbą neuronów w mózgu.

Do pewnego stopnia mamy zobowiązanie wobec sieci, które jest większe niż nasze zobowiązanie wobec mózgu, dlatego że za pomocą mózgu analizujemy sieć zaś za pomocą sieci możemy ją samą projektować, zmieniać.

Wśród innych ważnych gości zaproszonych na konferencję znalazł się Nicholas Negroponte, założyciel One Laptop Per Child oraz twórca Laboratorium MIT Media Lab. Negroponte w swoim wystąpieniu z kolei podzielił się informacjami dotyczącymi doświadczeń z realizacji wspomnianych projektów. Są one swoistym uzupełnieniem słów Bernersa Lee i mogą nadać pomysłowi, że dostęp do sieci jest prawem człowieka, konkretny kształt.

13 kwietnia 2011, 23:43

12 kwietnia 2011

Jakilinux.org: GNOME 3 Reaktywacja

Kontynuujemy testowanie GNOME, dziś tekst Grega – autora bloga konqiKLUB: Trudno mi ukryć, że jako fanowi KDE trudno mi będzie o obiektywną opinię o nowym GNOME. Jednak przez długi czas pracowałem z GNOME i wielu osobom postawiłem dystrybucje z tym środowiskiem (co uczyniło ze mnie niejako serwisanta tego środowiska). Mylne jest więc posądzanie użytkowników KDE o to, że pragną klęski GNOME dla mnie zawsze jest to ten sam Linux i nieważne jest czy instaluję GIMPA w KDE SC, czy K3b w GNOME.

GNOME 3 testowałem na obrazie Live CD Fedory do jego ostatniego wydania tuż przed premierą wnioskuję więc, że nic nowego do tej dystrybucji nie dodano w momencie premiery. Mogę zagwarantować, że nowe GNOME jest prawie tak samo stabilne jak jego starsze wersje, jest też porównywalnie szybkie, choć posiadacze słabszych maszyn i tak nie będą usatysfakcjonowani, ale o tym za chwilę. Więc GNOME jest GNOMEM i tu żadnej rewolucji nie doświadczymy. Nadal jego podstawę stanowią świetne frameworki m.in. Telepathy, GStreamer i być może wkrótce Zeitgeist. To także świetne programy. Tylko, że pod tym względem nic nowego wraz z rewolucją nie napotkamy (może oprócz nowej ikony Empathy). Równie dobrze można by więc kontynuować dalej linię 2 GNOME… gdyby nie GNOME Shell.

GNOME 3 powstawało bardzo długo. Deweloperzy karmili użytkowników nadziejami, które miały utrzymać ich w przekonaniu, że warto czekać na nowy Pulpit, który zawierać będzie wiele rewolucyjnych zmian. Niestety muszę stwierdzić, że nic takiego nie nastąpiło, a raczej mamy do czynienia z poważnym regresem w funkcjonalności środowiska.

Głównym bohaterem tego wydania jest GNOME Shell, cała reszta to tylko drobne aktualizacje. Jednak to z czym będzie miał do czynienia użytkownik, będzie się opierała na obsłudze właśnie powłoki graficznej środowiska, czyli pulpitu, paneli i aktywatorów. Tu muszę przyznać, że jestem totalnie zniesmaczony postępowaniem deweloperów GNOME. GNOME Shell miało być rewolucją jednak pomimo pewnych zalet niektórym się w ogóle może nie spodobać i nie otrzymają oni w zamian nic co do tej pory było dla nich wygodne. Proszę nie zrozumieć mnie źle, wielu osobom GNOME Shell może przypaść do gustu, jednak dla osób, którym się nie spodoba nie przewidziano żadnej alternatywy. A mi się nie podoba.

Stare GNOME było bardzo konfigurowalne. Różne motywy mogły upodobnić nasz pulpit do dowolnego systemu co dobitnie świadczyło o dużych możliwościach GNOME 2. Nawet jak ktoś nie miał ochoty robić z GNOME namiastki OSXa lub Windowsa to wiedział, że dzięki tym możliwościom każdy element może umieści tam gdzie jest mu wygodnie. Teraz niestety już nie możemy tego zrobić po prostu ktoś pomyślał za nas. I byłoby to dobre jakby pomyślał to z głową niestety dokonano czegoś co przeczy zdrowemu rozsądkowi – dano użytkownikom desktopów pulpit netbookowy. Tym, którzy myślą, że oba rodzaje pulpitów można pogodzić muszę zmartwić – nie można.

Netbooki to całkiem inna filozofia korzystania z elementów pulpitu. Przede wszystkim trzeba pozbyć się menu wyboru aplikacji. Jest ono zbyt duże i niewygodnie się z niego korzysta na małych ekranach. Z tego powodu, wzorem OSXa, deweloperzy decydują się na stworzenie pełnoekranowej wybierałki aktywatorów aplikacji. Jest to pierwszy krok odebrania praw użytkownikowi nad własnym pulpitem, gdzie od tej pory nie będziemy mogli umieszczać własnych aktywatorów, a tym samym będzie służył tylko do zmiany tapety. Drugim krokiem jest system przełączania okien. O ile na desktopie doskonale sprawdza się wynalazek jakim jest menedżer zadań i lista okien na panelu, netbooki nie mogą sobie pozwolić na stratę zbyt cennego miejsca na tym panelu. Z tego powodu deweloperzy decydują się na zastosowanie prezentacji okien, która mimo, że świetnie wygląda jest o wiele mniej wydajna od standardowego przełączania pomiędzy oknami na panelu bo potrzebuje więcej kliknięć. Dodatkowo deweloperzy zdecydowali się na pozbycie kilku przycisków z dekoracji okna zastępując je inną formą maksymalizacji/przywracania. Według mnie jest to głupota. Po co usuwać dwa przyciski jak na dekoracji pozostaje nadal ostatni z nich. Oczywiście go też można było usunąć i przenieść jego funkcję obok wyświetlania nazwy programu na panelu (Pasma Netbook się kłania) ale to wiązałoby się ze stworzeniem czegoś podobnego do Indycator Applet, czyli rozwiązania Canonical, które było powodem rozłamu tej firmy z GNOME. I tak urażona duma stworzyła potworka. Nawiasem mówiąc sama dekoracja okna jest za duża, a przypominam, że służy tylko do wyświetlania jednego przycisku i nazwy okna.

GNOME Shell nie posiada wielu opcji konfiguracyjnych. W moim przypadku brak było możliwości zmiany stylu GTK+, zmiany menedżera okien, ikon itp. Nie wiem czy to tylko wina mojej wersji (Fedora Live CD) ale jeśli jej nie ma naprawdę w finalnym wydaniu to pozostaje się tylko pochlastać. Zmiana tapety została też schowana w Ustawieniach podczas, gdy obecnie każdy szuka takiej opcji na pulpicie (Prawoklik myszy).

Na koniec zostawiłem to co mnie najbardziej zdenerwowało. Fallback Mode to taka miła opcja, która pozwala wszystkim, którym nie podoba się GNOME Shell powrócić do dawnych, dwupanelowych ustawień. Uruchamia się automatycznie, gdy karta graficzna nie spełnia możliwości GS. Problem w tym, że nie jest to GNOME 2 jakie ktoś pamięta. Przede wszystkim brak jest możliwości edytowania paneli (podobnie jest w GS). Jest to jeszcze bardziej ograniczona wersja. Jesteśmy zmuszeni do korzystania z dwóch paneli, które maja z góry przypisane zadania. Nie lubię menedżera okien na dole i zawsze przenoszę go na górę nawet w KDE SC (jest wtedy zawsze na wysokości wzroku). Tu niestety takiej możliwości nie posiadam. Fallback Mode jest więc tylko taką wariacją wad GNOME Shell na dwupanelowym pulpicie.

Użytkownicy GNOME będą musieli uzbroić się w cierpliwość zanim ich ulubione środowisko osiągnie jako tako to czym kiedyś było, a dopiero potem to czym ma być. W tym czasie nie maja niestety innej alternatywy. Starałem się unikać porównań z KDE w tym tekście. Ale nie mogę odnieść wrażenia, że wszystkie te “rewolucje” GNOME już w KDE są od dawna (większość w powłoce Plasma Netbook). KDE jednak stara się rozwijać je wszystkie równomiernie nie usuwając starszych ustawień, a jedynie dodając użytkownikowi nowe opcje do konfiguracji. Także rewolucja w czwartej wersji odbyła się przy długim wspieraniu wersji trzeciej jako swoistego Fallback Mode. Podsumowując każda rewolucja powinna opierać się na dobrowolnej propozycji, a nie zmuszaniu użytkownika do zmiany przyzwyczajeń. W przypadku GNOME można było to osiągnąć, szkoda tylko, że deweloperzy wypieli się na niektóre rozwiązania freedesktop.org. Tym razem użytkownik otrzymuje więcej rozczarowań niż nowości. Ja oczekiwałem przede wszystkim zapewnienia jakichś form współpracy ze społecznością. Teraz odbiera jej się również możliwość udzielania się na łamach gnome-look.org i podobnych stronach, która kiedyś stanowiła o wielkim potencjale GNOME. Samo GNOME Shell jest bardzo dobrym rozwiązaniem na netbooki (choć nawet tu braki są) i może się spodobać zwolennikom prostoty.

Mógłbym jeszcze długo rozpisywać się zarówno o wadach jak i zaletach GNOME 3. Jednak wszystkie będą i tak tylko uzupełnieniem powyższej listy. GNOME 3 to dziwne zmiany w wyglądzie, stagnacja w oprogramowaniu i wychodzi na to, że kilka lat temu bardzo dobrze zrobiłem wracając do KDE SC, które obecnie jest chyba najbardziej rozwojowym projektem Open Source.

12 kwietnia 2011, 13:20

9 kwietnia 2011

OSNews.pl: CentOS 5.6 nareszcie wydany

Mamy przyjemność poinformować, iż został wydany CentOS 5.6.

centos logo

Nowa wersja przynosi kilka interesujących nowości. Między innymi:
- pełne wsparcie dla systemu plików ext4
- aktualizację pakietu libvirt do wersji 0.8.2
- serwer nazw bind został zaaktualizowany do wersji 9.7 i od teraz wspiera NSEC3
- wreszcie nowsza (aktualna) wersja php, tj. 5.3
- dodano SSSD (System Security Services Daemon) znane z RHEL 6 i Fedory 14
- dodanie pakietu hplip3
- aktualizację wersji pythona do 2.4.3-27

Więcej informacji można znaleźć tutaj

9 kwietnia 2011, 22:28

6 kwietnia 2011

Jakilinux.org: GNOME 3 – pierwsze wrażenia

GNOME w wersji 3 na pewno jest zaskoczeniem dla wielu. W internecie krąży wiele opinii na ten temat. Niektórzy wzburzają kontrowersję wokół tego środowiska, wokół zmian jakie wprowadzone zostały w najnowszej wersji, część jest całkowicie za, a pozostali nie zajmują żadnego stanowiska. Postanowiłem sprawdzić na własnej skórze jak prezentuje się najnowsza wersja jednego z najbardziej popularnych środowisk graficznych.

Słówko o mnie, od początku mojej przygody z Linuksem byłem użytkownikiem GNOME (2 – 4 lata), jednakże ostatnimi czasy (kilka miesięcy) całkowicie przerzuciłem się na KDE, aktualnie pracuję na KDE 3.5.10 Debian Lenny. Postaram się przedstawić Wam moją prywatną opinię na temat nowego GNOME, również porównując ją do innych środowisk. Jest to tylko moje zdanie z którym możesz się nie zgodzić.

Testowaną przeze mnie wersję pobrałem ze strony projektu, wersja bazująca na OpenSUSE z dnia 05.04.11 beta – praktycznie na dzień przed udostępnieniem finalnej.

Po uruchomieniu pobranego obrazu iso w wirtualnej maszynie, ładuje nam się standardowy ekran bootowania, niczym nieróżniący się od współczesnych dystrybucji:

Program rozruchowy gnome 3
Program rozruchowy GNOME 3

wybrałem ojczysty język i zatwierdziłem rozruch, podczas ładowania systemu widnieje całkiem elegancki ekran, który pewnie będzie zastąpiony przez loga dystrybucji, nie mniej jednak całość jest stonowana w niebieskich, błękitnych barwach. Podoba mi się, ponieważ jestem fanem ciemniejszych kolorów, mniej się oczy męczą i jest ładniej.

Ekran ładowania systemu
Ekran ładowania systemu

Pierwsze schody, po załadowaniu systemu pojawia się komunikat który wyjaśnia o co tak naprawdę chodzi – nie jest to żaden błąd, po prostu poprzez wirtualizację wyłączyłem akcelerację mojej karty i środowisko GNOME 3 nie może zostać uruchomione. Dostajemy również informację że został uruchomiony tryb zastępczy – czyli tryb znany nam z poprzedniej wersji GNOME, jednakże bez pulpitu.

Tryb zastępczy jako alternatywa dla gnome3
Tryb zastępczy jako alternatywa dla gnome3

Po zamknięciu, wystąpił błąd, wszystko widać na screenie, po ponownym zalogowaniu miałem już pełny dostęp do środowiska w trybie zastępczym – jest to błąd losowy ponieważ wystąpił mi jeden raz na trzy próby, pewnie wynika z wirtualizacji. Teraz pytanie: przypomina Wam coś podobny sposób sygnalizowania błędów :) ? Zastanówcie się, oczywiście nie mówię że jest to złe, wręcz odwrotnie, nawet błędy w nowym GNOME ładnie się prezentują :) .

Błąd w GNOME 3
Błąd w GNOME 3

Tak oto prezentuję się pulpit w trybie zastępczym GNOME 3:

Pulpit w trybie zastępczym GNOME 3
Pulpit w trybie zastępczym GNOME 3

Nie ma się tutaj nad czym rozwodzić, wygląda jak starsze GNOME, jedynie zmieniony motyw gtk i niektóre elementy wraz z ikonami.

Przejdźmy teraz lepiej do wersji uruchomionej z płytki, na wirtualnej maszynie nie da się ocenić szybkości działania, ani stabilności, a co najważniejsze nie możemy (w moim wypadu) uruchomić nowego interfejsu.

Oczywiście uruchamianie systemu z płyty niczym się nie różniło od uruchamiania za pomocą wirtualnej maszyny. Tak samo przywitał nas ekran programu rozruchowego, następnie plymouth, aż w końcu, bez żadnych już tym razem problemów i komunikatów uruchomił się całkiem zgrabnie system z GNOME 3 na pokładzie. Ponieważ był to mój pierwszy kontakt z tym środowiskiem – bardzo się zdziwiłem – co prawda widziałem już kilka filmów na youtube.com wcześniej, obcowanie “na żywo” wprawiło mnie w zakłopotanie…

Tak się prezentuje pulpit zaraz po uruchomieniu na dużym ekranie:

GNOME 3 standardowy pulpit
GNOME 3 standardowy pulpit

Pierwsza myśl jaka przychodzi do głowy? Minimalizm! No, raczej za duży przepych tutaj nie panuje :) . Moje pierwsze odczucia? Czuję się jakoś nieswojo, niby to GNOME które znałem na pamięć, a tutaj nie wiem od czego mam nawet zacząć. Szybko się pozbierałem i zacząłem standardową procedurę testowania systemu, a mianowicie, najpierw poleciał do apletów w celu połączenia się z moją siecią wi-fi, nawet tutaj widać ogromne zmiany:

Aplety GNOME 3
Aplety GNOME 3

oczywiście zmiany na lepsze, co prawda to tylko wygląd, ale świetnie się komponuje z gtk3, bardzo podobny do apletu DocbarX, opisywanego wcześniej. Jest także praktyczniejszy, mamy tutaj wszystko podane na dłoni.

Po szybkim przeglądnięciu apletów panelu, czas na jakieś menu główne… What the kurde? Nie mogę go znaleźć :/, nie wiem czemu skryło się pod nazwą “Podgląd” w lewym górnym rogu ekranu? No nic, po znalezieniu i uruchomieniu menu programu pokazuje się nam interfejs bardzo znany i podobny do netbookowego. W moim odczuciu menu główne GNOME 3 jest bardzo podobne do plasmy-netbook albo starego Ubuntu Netbook.

Menu główne GNOME 3
Menu główne GNOME 3

Co by nie mówić, jest bardzo intuicyjne. Jednak ja nie mógłbym obejść się bez standardowego paska menu, który jest o wiele praktyczniejszy. Dla przykładu pokaże jak wygląda moje menu KDE:

Menu główne KDE 3.5.10
Menu główne KDE 3.5.10

teraz mały quiz: ile czasu zajmie Ci uruchomienie menu głównego w GNOME 3, następnie uruchomienie Pasjansa? Wynik porównaj do mojego który wynosi powolnym ruchem myszki max 2 sekundy. Dobra tak na poważnie nie liczą się tutaj jakieś milisekundy, ale praktyczne podejście do sprawy. W nowym GNOME musiałem się ładnie nagimnastykować, najpierw myszka na lewy górny róg, następnie na prawy środek żeby zmienić kategorię, aż w końcu na środek żeby kliknąć na aplikację… A co powiecie przy rozdzielczości HD? Jak dla mnie to jest porażka. Ktoś powie: przecież można skorzystać z wyszukiwarki, ja mówię że i tak będzie to trwało dłużej, a dla pędziwiatrów mamy alt+f2 i wpisanie kilku pierwszych znaków i już.

Kolejną rzeczą na którą zwróciłem uwagę i szczerzę po raz któryś poczułem się totalnie zagubiony to minimalizacja aplikacji. Uruchomiłem sobie Mozillę żeby zobaczyć jak wygląda i działa, chciałem ją tylko zminimalizować do panelu, taka prosta czynność a tutaj zonk. Nie ma przycisku minimalizacji a podwójny klik na aplikacje na pasku skutkuje rozwinięciem menu oferującym tylko i wyłącznie zamknięcie aplikacji. Kolejny wielki minus.

Brak przycisków minimalizacji i pełnego ekranu w aplikacjach GNOME 3
Brak przycisków minimalizacji i pełnego ekranu w aplikacjach GNOME 3

Nie wiem czy da się w gconf-ie przywrócić te przyciski, ale szczerze mówiąc to bardzo nie podoba mi się pomysł odstąpienia od tych przycisków i ogólnie odstąpienia od standardowego pulpitu.

Zarządzanie otwartymi aplikacjami/programami odbywa się na zasadzie wtyczki od Compiza. Po najechaniu na lewy górny róg wszystkie okna wyświetlają się na ekranie w postaci miniaturek i po kliknięciu na jednej z nich pojawia się ona na pełnym ekranie. Dodatkowo po przejściu do menu pokazuje się nam z prawej strony pasek z wirtualnymi pulpitami. Zarządzanie oknami może odbywać się na zasadzie przeciągnij i upuść, wirtualne pulpity dodają się automatycznie po przeciągnięciu okna aplikacji na pasek wirtualnych pulpitów.

Zarządzanie uruchomionymi aplikacjami w GNOME 3

Zarządzanie uruchomionymi aplikacjami w GNOME 3

Technicznie rzecz biorąc nowe GNOME 3 jest bardzo dobre, świetnie dopracowane, wszystko dzieje się na zasadzie przeciągania i klikania, ale z praktycznego punktu widzenia jest to całkowite utrudnienie sobie pracy i użytkowania systemu. Jeśli chodzi o stabilność, trudno mi się wypowiadać na tyle co przetestowałem system z Live CD to śmiało mogę stwierdzić że jest stabilne, czego nie można powiedzieć o szybkości… Według mnie efekty pulpitu są zbędne, mogli po prostu zastosować standardową kompozycję GNOME, która oferuje cienie pod oknami i przezroczystość co i tak czyni system ładnym a nie obciąża grafiki.

Jeśli chodzi o porównanie GNOME 3 do aktualnie używanego przeze mnie KDE 3.5.10 – werdykt jest oczywisty: GNOME zostaje daleko w tyle.

Mój tata (pozdrawiam) jest użytkownikiem Fedory 14 z GNOME na pokładzie, sam nauczył się obsługi GNOME, ponieważ w poprzednich wersjach jest ono naprawdę przyjazne dla użytkownika. Używa On tylko Linuksa, wykasował oryginalnego Windowsa Seven, po czym na Fedorze wirtulanie postawił sobie XP (z małą pomocą), nie wyobrażam sobie teraz co zrobi na GNOME 3? Pozostaje mu zamrożenie systemu F14 lub zmiana środowiska z czego to drugie jest bardziej prawdopodobne. Młody człowiek szybko wchłania wiedzę i czasem sprawia mu to przyjemność, ale co mają powiedzieć starsi użytkownicy Linuksa? Według mnie nowe GNOME zyska wielu użytkowników (głównie nowych w świecie Linuksa), ale straci jeszcze więcej.

Powyższy świeżutki przegląd jest jednym z gościnnych wpisów autorów Bloga Linuksiarzy. Liczę, że będziemy gościli ich częściej na łamach JakiLinux – rednacz (;

6 kwietnia 2011, 23:22

OSNews.pl: GNOME 3.0

Po kilku latach planowania i kilkunastu miesiącach kodowania, deweloperzy GNOME udostępnili pierwszą stabilną wersję najnowszej generacji środowiska: GNOME 3.0.

Jedno jest pewne – ta wersja wywoła spore zamieszanie i znowu zacznie się migracja z GNOME na inne środowiska zanim użytkownicy nie ochłoną po pierwszym szoku i nie przyzwyczają się do innego używania pulpitu.

Wiele osób się zastanawia po co deweloperzy usunęli przyciski minimalizacji/maksymalizacji okna czy opcje restartu komputera. Trzeba jednak przyznać, że większość kontrowersyjnych zmian jest w jakiś sposób uzasadniona i poparta badaniami nad użytecznością, więc może programiści być może wiedzą co robią.

W każdym razie GNOME 3 wyznacza nowe standardy – czy będą to standardy, do których będą dążyć inne środowiska czy będą się od nich trzymać z daleka, to pokaże czas i to jak zareagują na nie użytkownicy.

Zmian w sposobie używania pulpitu jest naprawdę wiele i trudno jest to opisać, więc najlepiej będzie jeśli sami sprawdzicie.

Aby przetestować GNOME 3 wystarczy pobrać obraz „desktop” dystrybucji Fedora ze strony nightly composes lub poczekać na wersję dla swojej dystrybucji.

Pozwolę sobie dodać, że pierwszą część przeglądu GNOME 3 możecie już przeczytać na JakiLinux – sirmacik

6 kwietnia 2011, 22:22

3 kwietnia 2011

Jakilinux.org: Prawda o synchronizacji danych: Porównanie najlepszych narzędzi do robienia backup-u na Linuksa

Krajobraz Linuksa jest pełen narzędzi do tworzenia kopi zapasowych – ale które jest najlepsze? Wybór konkretnego rozwiązania może być trudny, ale nie przejmuj się tym – my sprawdziliśmy najlepsze Linuksowe narzędzia do robienia kopii zapasowych, aby pomóc Ci wybrać rozwiązanie dostosowane do Twoich potrzeb. Pomożemy Ci wybrać pomiędzy Dropbox, SpiderOak, Déjà Dup i całą resztą.

Dobra wiadomości to taka, że masz wiele możliwości. Nie zawsze tak było – pięć lat temu robienie kopii bezpieczeństwa na komputerach z Linuksem było prawdziwą męką. Ale potem rozwiązania stawały się coraz prostsze i przyjemniejsze.

Prosto i samodzielnie: Dropbox

Zacznijmy od najpopularniejszej usługi do tworzenia kopii bezpieczeństwa, wśród Linuksiarzy (opisywanej szerzej miesiąc temu na łamach JakiLinux – przyp. rednacza). Dropbox pojawił się dość wcześnie na rynku i szybko wsparł użytkowników Linuksa jako rozwiązanie działające na wszystkich popularnych platformach.

Jak sugeruje nazwa, dostajesz “pudełko” na swoje pliki. Po ustawieniu Dropboksa, wybierasz jeden katalog kopiowania, a on w automagiczny sposób synchronizuje się z serwerem w chmurze. No, może nie “magiczny”, ale dzieje się to bez twojej ingerencji.

W Dropboksie miłe jest to, że możesz go użyć nie tylko do robienia kopii bezpieczeństwa, ale również do synchronizacji danych pomiędzy komputerami i (w ograniczonym stopniu) dzielenia się nimi z innymi. Dla przykładu możesz użyć Dropboksa do synchronizacji danych pomiędzy kilkoma komputerami z Linuksem, albo pomiędzy Linuksem, Makiem i Windowsem (obecnie możesz również korzystać z danych przetrzymywanych w chmurze również na swoim smartfonie – przyp. rednacza). Dropbox ma również katalog publiczny, który można wykorzystać do dzielenia się plikami przez internet z każdym, dopóki posiada on właściwy link.

Możesz też dzielić podkatalogi z innymi użytkownikami Dropboksa i synchronizować dane pomiędzy kontami, tak jak pomiędzy komputerami. Więc jeśli mam przyjaciela, z którym chcę dzielić kilka zdjęć, mogę udostępnić mu katalog z nimi, tak aby nie był dostępny publicznie. Wymaga to jednak konto Dropbox z ilością wolnego miejsca wystarczającą do synchronizacji tych danych przez obu użytkowników.

Dropbox jest darmowy do pojemności 2 GB, powiększenie do 50 GB kosztuje 9,99$ miesięcznie, a do 100 GB 19,99$ miesięcznie. To tyle. Więcej niż 100 GB? Przypuszczam, że masz pecha. Abstrahując od faktu, że Dropbox nie jest wolnym oprogramowaniem i muszę polegać na cudzych serwerach (co jest moim największym zarzutem wobec niego). Co jeśli potrzebuję tylko 60 GB lub nawet 20 GB? Najwyraźniej Dropbox liczy na użytkowników potrzebujących tylko trochę więcej, niż daje plan podstawowy, ale nie aż 50GB. Firma korzysta z Amazon S3, oznacza to, że nie musi płacić za niewykorzystaną przestrzeń.

Oprócz prostoty, Dropbox posiada jedną zabójczą cechę – synchronizację w LAN. Jeśli używasz Dropboksa z tym samym kontem na kilku komputerach w tej samej sieci, dane będą synchronizowane w sieci, jak również w chmurze. Oznacza to, że pisząc artykuł lub pracując nad dokumentem na moim laptopie, będzie on bardzo szybko synchronizowany z moim komputerem stacjonarnym. Mogę zamknąć Vim-a na laptopie podejść do mojego stacjonarnego komputera, a dokument jest już zsynchronizowany bez żadnej interwencji z mojej strony.

Pliki z Dropboksa są szyfrowane, więc nikt nie ma do nich dostępu – tylko do metadanych. Z pomocy Dropboksa nie wynika, czy ktoś ma dostęp do twojego konta w każdej chwili, ale zapewniają użytkowników, że ich pracownicy mogą zdobyć jedynie dostęp do metadanych, kiedy usuwają jakieś problemy itp.

Inne zalety? Masz klienta dla Androida i iOS oraz dostęp przez stronę WWW. Nie ma znaczenia gdzie jesteś, jeśli masz dostęp do Internetu i przeglądarkę, to będziesz wstanie dostać się do swoich plików.

Jeśli naprawdę masz paranoję na punkcie bezpieczeństwa to będziesz chciał sprawdzić SpiderOak.

Po pierwsze bezpieczeństwo i prywatność: SpiderOak

SpiderOak to usługa podobna do Dropboksa, ale z kilkoma istotnymi różnicami. Podobnie jak Dropbox, SpiderOak zapewnia ciągłe, zdalne tworzenie kopi zapasowych w tle. Chociaż trochę się różni.

SpiderOak nie jest osadzony na Amazon S3 i szyfruje dane użytkownika tak, że nawet SpiderOak nie wie masz co masz tam zapisane. Widzi on jedynie wielkość plików w celu naliczenia opłat, ale nie może ich zbadać. Oznacza to również, że jeśli stracisz swoje hasło nie będziesz już w stanie go odzyskać. Możesz zmienić je z komputera na którym działa SpiderOak z twoim kontem, ale zmiana trwa jakiś czas.

Podobnie jak Dropbox, SpiderOak również posiada rewizję plików, więc możesz odzyskać wcześniejsze wersje już zmienionych plików.

Sposób w jaki SpiderOak obsługuje synchronizację jest nieco inny. Idea działania Dropboksa polega na posiadaniu jednego katalogu, w którym wszystko jest synchronizowane. Jeśli dodajesz komputer do konta możesz wybrać, które katalogi Dropboksa mają być synchronizowane. SpiderOak pozwala na dodawanie komputerów bez określania relacji pomiędzy ich synchronizowanymi katalogami, jeśli tego chcesz. Na przykład – jeśli masz komputer z Linuksem i Makiem, możesz wybrać do synchronizacji katalog iTunes na Maku i inny (włączając folder domowy) na Linuksie.

SpiderOak zwraca się do użytkowników chcących mieć dużą kontrolę nad tworzeniem kopii zapasowych na poszczególnych komputerach. Wygląda również na bardzo dobre rozwiązanie dla użytku rodzinnego – dzielisz jedno konto i robisz kopie zapasowe z poszczególnych komputerów i użytkowników (oczywiście, jeśli nie przeszkadza Ci, że reszta rodziny zobaczy twoje pliki).

SpiderOak również ma, podobny do Dropboksa, interfejs oparty o stronę WWW. Dam tu SpiderOak bardzo mały minus zwyczajnie dlatego, że jego oferta jest trochę mniej przyjazna dla użytkownika, niż ta Dropboksa.

Ceny za SpiderOak są bardzo rozsądne i dają korzystniejszy wybór niż Dropbox. SpiderOak jest za darmo do 2 GB, tak jak Dropbox. Potem 100 GB za 10$ miesięcznie, możesz też dodać kolejne 100 GB za następne 10$ miesięcznie lub 100$ rocznie. SpiderOak jest zamkniętą usługą, ale wniósł pewne elementy do społeczności FOSS. Warto też wspomnieć, że posiada pakiety dla najbardziej popularnych dystrybucji Linuksa, (oczywiście) dla Windowsa i Mac OS X.

Przynieś swój własny magazyn: Déjà Dup

Dropbox i SpiderOak to własnościowe rozwiązania nakładające na użytkowników określonych dostawców, co może nie być dobrym rozwiązaniem, jeśli bardzo zależy Ci na wolnym i otwartym oprogramowaniu.

Co prawda SpiderOak poczynił działania na rzecz ochrony prywatności danych, ale wciąż jesteś na łasce należących do kogoś serwerów. Do chwili obecnej nigdy nie zauważyłem choćby nanosekundowego przestoju z Dropboksem – ale nie ma gwarancji, że będzie działał jutro. Wierzę, że będzie, jednak Ty nie musisz. Jeśli jesteś lekkim paranoikiem, Déjà Dup pozwoli ci wybrać operatora. Możesz wykonać kopię zapasową z twardego dysku przez SSH, WebDAV, Windows Share, serwer FTP lub Amazon S3.

Déjà Dup to tak naprawdę tylko ładna nakładka na potężne narzędzie o nazwie Duplicity. Tworzy ono zaszyfrowane archiwum zawierające twoje dane, po czym wysyła je na zdalny serwer (lub lokalny dysk) korzystając z protokołu rsync. Znaczy to, że wskażesz Déjà Dup pliki skopiowania na swoim lokalnym komputerze, a on przy pierwszym uruchomieniu stworzy zaszyfrowane archiwum z twoimi danymi i skopiuje je na docelowy dysk lub serwer. Kolejne kopie zapasowe są przyrostowe i powinny zawierać jedynie zmiany od ostatniej kopii zapasowej, a nie pełną kopię.

Oznacza to, że jeśli korzystasz z Déjà Dup możesz posegregować całe kopie według daty. Niestety GUI nie daje możliwości wyciągnięcia pojedynczego pliku z kopii zapasowej, więc jest mniej niż użyteczne, jeśli zdarzy ci się przypadkowo skasować plik lub katalog i chcesz to cofnąć.

Możesz przywrócić pliki według nazwy używając duplicity. Jednak jest to kłopotliwe i wymaga znajomości nazw plików. Czy to był ten plik winning_lottery_numbers.txt, czy ten Winning-Lottery-Numbers.txt? Może to być mylące, jeśli nie pamiętasz dokładnej nazwy.

Podsumowując Déjà Dup. Jest proste w użyciu i całkowicie darmowe. Ale nie jest tak wszechstronne jak Dropbox i nie posiada tych wszystkich dzwonków oraz gwiazdek, których niektórzy użytkownicy mogą wymagać.

Déjà Dup jest w repozytoriach najbardziej popularnych dystrybucji Linuksa, więc powinieneś bez problemu go znaleźć w swoim menadżerze pakietów. Jednak nie jest to między platformowe rozwiązanie. Jeśli chcesz wsparcia dla Maka albo Windowsa, to nie jest to najlepszy wybór.

Ahoj Ubunciarze: Ubuntu One

Jeśli używasz Ubuntu lub jego pochodnej, posiadającej pakiety Ubuntu One możesz rozważyć użycie tej usługi.

Ubuntu One nie jest usługą służącą ściśle do robienia kopii zapasowych. Skopiuje Ci również notatki Tomboy, kontakty z Evolution i zakładki z przeglądarki internetowej. Możesz też dostać się do notatek, kontaktów itp. (oczywiście plików również) za pomocą przeglądarki internetowej, jeśli nie siedzisz przy swoim komputerze lub siedzisz przy komputerze bez uruchomionego Ubuntu One.

Za dodatkową opłatą, 3,99$ możesz uzyskać dostęp do swoich danych z telefonów iPhone lub Android.

Koszty przechowywania są dość rozsądne, 2,99$ miesięcznie za 20 GB lub 29,99$ rocznie. Jeśli potrzebujesz więcej miejsca, możesz po prostu dodać kolejne 20 GB. Nie jest to tak subtelne jak mogło by się wydawać, ale lepsze to niż mieć do wyboru tylko 2 GB, 50 GB lub 100 GB tak jak z Dropboksem.

Ubuntu One nie posiada takiego systemu wersjonowania jak Dropbox. Kolejną sporą wadą Ubuntu One jest to, że nie jest dostępne dla użytkowników Fedory, OpenSUSE, czy Debiana. Jeśli korzystasz z Ubuntu, ale planujesz zmianę w przyszłości, powinieneś pomyśleć czy nie użyć bardziej ogólnej usługi.

Dla konsolowych czarodziei: Duplicity i rsync

Dawno, dawno temu mój system tworzenia kopii zapasowej składał się ze skryptów Bash zawierających polecenia rsync. Synchronizowałem moje pliki konfiguracyjne i dane z pracy z rsync.net i potem pomiędzy komputerami.

Ma to swoje zalety i wady. Daje ogromną kontrolę nad tworzeniem kopii zapasowej, cena jej przetrzymywania jest niska (np. na rsync.net) lub nic nas nie kosztuje (jeśli wykorzystam własny dysk lub serwer). Jego konfiguracja jest jednak trochę bolesne, nie skaluje się prawidłowo pomiędzy maszynami i wymaga manualnej zmiany sporej ilości ustawień. Oczywiście jeśli ustawisz wszystko dobrze i stworzysz zadanie cron-a tak, aby sam regularnie robił kopię zapasową to może to być przyzwoite rozwiązanie. Nie jest to jednak rozwiązanie dla każdego.

Wspominam tu o Duplicity ponieważ daje kilka funkcji których nie ma rsync – mianowicie szyfrowanie i wsparcie dla Amazon S3. Możesz mieć te funkcje z kilkoma korzyściami bardzo prostego GUI używając Déjà Dup, ale i tak będziesz musiał używać duplicity, aby odzyskać pojedynczy plik zamiast całej kopii zapasowej. Fajną rzeczą w korzystaniu z duplicity zamiast Déjà Dup jest to, że możesz go używać ze skryptami bez zamieszania z GUI.

Inną zaletą Duplicity i rsynca jest to, że są całkowicie wolne. Jeśli nie chcesz używać własnościowych rozwiązań, będziesz chciał te narzędzia wypróbować, choć nie są one jeszcze tak przyjazne użytkownikowi.

Duplicity i rsync powinny być w repozytoriach każdej dystrybucji Linuksa, której będziesz chciał użyć. Naturalnie nie powinieneś patrzeć na Duplicity i rsync, jeśli chcesz mieć dostęp do plików ze swojego smartfona.

W górę i do przodu: SparkleShare

Nie miało jeszcze swojej premiery – nie wydano jeszcze nawet paczek z kodem dla użytkowników. Ale zwróć trochę uwagi na SparkleShare. Dlaczego? Ponieważ SparkleShare jest mechanizmem idącym nie tylko w kierunku bycia wolnym oprogramowaniem, ale również bycia przyjaznym użytkownikowi i użytecznym we współpracy.

SparkleShare ma na celu umożliwienie prostego robienia kopii zapasowej i synchronizacji pomiędzy Linuksem, Mac OS X i Windowsem opartej o system kontroli wersji git. Czekam na bardziej stabilne wydanie SparkleShare zanim przetestuję go na moich systemach, ale jest to projekt obserwowania.

Decyzje, Decyzje…

Jeśli po prostu chcesz mieć podstawowe, automatyczne narzędzie do robienia kopii zapasowych powinieneś być zadowolony z Dropboksa, SpiderOak, Déjà Dup lub (jeśli korzystasz z Ubuntu) Ubuntu One. Jeśli chcesz mieć dużą kontrolę spójrz na Duplicity lub rsync.

Czego ja używam? Ja od pewnego czasu jestem szczęśliwym użytkownikiem Dropboksa. Nie wariuję z powodu sposobu w jaki firma ustala ceny (skala pomiędzy 50 GB i 100 GB jest śmieszna), ale ja trzymam mój folder poniżej 50 GB i nie myślę o tych 10$ miesięcznie – uratowało mi to tyłek (no może pliki) więcej niż raz. Chociaż ważniejsze jest to, że moje codzienne życie jest dużo prostsze, dzięki synchronizacji plików w tle pomiędzy moim laptopem i komputerami stacjonarnymi oraz czynieniu moich plików dostępnymi za pośrednictwem telefonu i Internetu. Dla mnie Dropbox wygrywa ponieważ jest prosty w synchronizacji i posiada możliwość synchronizacji w sieci LAN. SpiderOak jest na bliskim drugim miejscu, bo podoba mi się ich ochrona prywatności i zabezpieczenia.

Zwróć uwagę na to, że skupiłem się na niezastąpionych dla użytkownika danych, a nie na robieniu kopii bezpieczeństwa całego systemu. Jeśli szukasz czegoś do robienia kopii całego systemu, polecam Clonezilla (ten tekst również wkrótce przetłumaczymy (; – przyp. rednacza) i robienie kopii raz na miesiąc. Częściej jeśli masz na to czas – ale przynajmniej tak często.

Bez względu na to co wybierzesz, nie ma wymówki dla nie robienia kopii bezpieczeństwa. Linux jest godny zaufania – ale użytkownicy i sprzęt już nie. Właściwy czas na dokonanie wyboru jest przed pierwszym padem dysku twardego lub przypadkowym zatwierdzeniem komendy rm, ale nie potem. Wybieraj ostrożnie, ale szybko, a zaoszczędzisz sobie dużego bólu głowy na końcu drogi.

Powyższy tekst jest tłumaczeniem artykułu Desktop Synchronization Shootout: Comparing the Best Linux Backup Tools

3 kwietnia 2011, 15:55

30 marca 2011

Tomasz Torcz: /run Forest, /run

Linuksowi administratorzy w nadchodzących wydaniach swoich ulubionych dystrybucji natkną się na nowy wpis w katalogu głównym. Będzie to /run.

Katalog /run jest dostępny zaraz po zamountowaniu głównego /, przed pojawieniem się /var, który może być na osobnym wolumenie. Zawiera rzeczy odnoszące się do aktualnie działających program‎ów i usług (nie przechowuje wpisów przy reboocie). Są to:

  • pliki blokad (/run/lock, dostępne również jako /var/lock)
  • różne pliki uruchomieniowe, dotąd w /var/run
  • zbiór rzeczy do tej pory ukrywanych w .katalogach w /dev:
    • dane udev z /dev/.udev
    • informacje przekazane przez programy z initramfs, działające przed zamountowaniem /, dotąd w /dev/.initramfs
    • informacje z systemach plików z /dev/.mount/utab (wszystko to, co nie jest zawarte w /proc/self/mounts)
    • pliki kontrolne w /dev/.systemd
    • pliki tymczasowe z /dev/.mdadm
  • pamięć podręczną z /etc/lvm2/cache

A także inne pliki tworzone przez dracut, plymouth, bootchart i wszystkie programy, które do tej pory potrzebowały takiego miejsca. Użycie /dev było podyktowane obecnością tego katalogu od samego początku uruchamiania systemu. Nie do końca prawidłowe jest jednak przechywanie w /dev wpisów nie będących urządzeniami, a zwłaszcza ukrywanie ich kropką w nazwach.

Poza nadużywaniem /dev, dystrybucje do problemu podchodziły różnie. Debian daje /lib/init/rw, który z kolei narusza przestrzeń /lib dla bibliotek. Ubuntu udostępnia /var/run i /var/lock przy starcie, a przy mountowaniu właściwego /var dokonuje przypięcia (bindmount). Jest to jednak rozwiązanie podatne na wyścigi.

Wynik międzydystrybucyjnych uzgodnień ogłosił Kay Sievers, jednocześnie odpowiedzialny za wdrożenie tego rozwiązania w SUSE. Zawtórował mu Scott James Remnant, opiekun upstart i członek rady technicznej Ubuntu. Rozwiązanie wdrożyła Fedora, poddane zostało również pod dyskusję w Debianie.

Nasuwać się może pytanie, co z File Hierarchy Standard? Wersja 2.3 nie zakazuje, jednak wymaga rozwagi:

Distributions should not create new directories in the root hierarchy without extremely careful consideration of the consequences including for application portability.

Twórcy najważniejszych dystrybucji porozumieli się między sobą i stosowna poprawka do FHS została zgłoszona. Ostatecznie będziemy mieli: /var do rzeczy zmiennych, dostępnych pomiędzy restartami i /run dla tych mających sens jedynie w działającym systemie (wskazane więc użycie tmpfs). Coraz bliżej jest do umożliwienia funkcjonowania systemu z kluczowymi katalogami (/usr, /etc itp.) zamountowanymi w trybie tylko-do-odczytu.

30 marca 2011, 16:36

28 marca 2011

OSNews.pl: Laptop dla każdego pierwszoklasisty

Rząd wraca do pomysłu „laptop dla każdego dziecka”. Tym razem szczęśliwcami mają być nie gimnazjaliści, a uczniowie pierwszych klas podstawówek.

Jak czytamy na Gazeta.pl:

Projekt Ministerstwa Infrastruktury jest taki: we wrześniu każdy pierwszoklasista dostanie netbooka. Na własność. A każdy nowy rocznik – nowe urządzenia, nawet tablety. Netbooki miałyby starczyć dzieciom do III klasy. W roczniku jest ok. 350 tys. dzieci.

Główny powód, dla którego projekt powraca zdradza wiceminister Magdalena Gaj:

Chcemy wyrównać szanse edukacyjne w małych miejscowościach zagrożonych wykluczeniem cyfrowym.


Tanie laptopy z projektu OLPC
- może niedługo w tornistrach pierwszoklasistów?

Czyli pobudki bardzo słuszne. A jak będzie z realizacją?

Rząd szacuje, że na jednego netbooka wyda 400 złotych (prawdopodobnie zamierza rozdawać dzieciom noname’y z Chin, bo w sklepach takiego sprzętu w takiej cenie raczej się nie znajdzie). Pieniądze, których brak przeszkodził w pierwszym wdrożeniu pomysłu, teraz mają się znaleźć dzięki opłatom koncesyjnym, jakie operatorzy komórkowi mają wpłacić państwu za telefonię trzeciej generacji.
Co ciekawe, w cenie ma być nie tylko laptop (netbook, tablet?) ale też oprogramowanie i kursy dla nauczycieli.

Profesor Maciej M. Sysło z Uniwersytetu Wrocławskiego, z którym przeprowadziliśmy wywiad w sprawie poprzedniego projektu „Laptop dla gimnazjalisty” uważa, że nie ma tak tanich laptopów. A wy znacie jakiś?

28 marca 2011, 14:06

24 marca 2011

Tomasz Torcz: Tłik

Projektanci GNOME3 dołożyli wszelkich starań, żeby domyślne ustawienia były eleganckie, sensowne i nie wymagały poprawiania. W menu udostępnionio możliwość zmiany niektórych ustawień, ale część została uznana za zbyt niszowe na poświęcanie im miejsca.

Zmiana przycisków na belce okna czy zachowania Nautilusa możliwa jest z linii poleceń (używając gsettings lub dconf-editor), jednak wygodniej zrobić to graficznie. Z pomocą przychodzi narzędzie Gnome Tweak Tool.

[gtt1]

Dodatek można zainstalować z linii poleceń (yum install gnome-tweak-tool) lub używając graficznego zarządzania pakietami. Większość wprowadzonych zmian jest widoczna od razu, niektóre wymagają restartu gnome-shell.

[gtt2]

Dlaczego gnome-tweak-tool nie jest instalowany od razu?

Changing the theme is tweaking, changing the colours of it or changing the background is personalisation, changing the speaker volume is a setting (if it can even be called that), changing the default printer is definitely a setting. We support personalisation, and settings, but not tweaking. (Bastien Nocera)

24 marca 2011, 06:55

18 marca 2011

Piotr Godlewski: GNOME3. OMFG!

Na oczy, interfejsu Linuksa nie widziałem od przeszło pół roku. Lecz gdy po przerwie zobaczyłem to: Zrobiłem tak:

18 marca 2011, 22:15